Page 2 of 5

rodzina to punkt odniesienia

balloon-1373161

Zastanów się jakie zasady panują w Twojej rodzinie? Kto je wyznacza? Czy zasady powstają naturalnie i wynikają z Waszego stylu życia? A może zasady są ustalane i obowiązują w formie regulaminu? Czy zasady są elastyczne i zmieniają się wraz z rozwojem waszej rodziny? A może raz ustalone zasady są nienegocjowalne?

O czym się rozmawia w Twojej rodzinie?  Może są sprawy, o których się nie rozmawia?  Kto sprawuje władzę?  Czy istnieją rodzinne sekrety i tajemnice? Jaka jest wizja świata zewnętrznego? O co się kłócicie? A może w Waszej rodzinie nie ma miejsca na kłótnie?

Czy w Twojej rodzinie istnieje silne przymierze pomiędzy partnerami? Czy istnieje wyraźna granica pomiędzy dziećmi a rodzicami? Czy też odwrotnie? Nie do końca wiadomo , kto jest kim w tej rodzinie? Na przykład ojciec omawia sprawy finansowe z córką, zamiast z żoną.

Każda rodzina jest inna. Naprawdę. Każda rodzina ma własną niepowtarzalną atmosferę. Jako terapeutka siadając w gabinecie z rodziną zgłaszającą się na konsultacje, odbieram właśnie ten specyficzny klimat, który niesie ze sobą każda rodzina. Tę atmosferę budują wszyscy członkowie rodziny i na nich wszystkich tak samo ona wpływa. Jednak czy jest to taki klimat, który pozwala każdej osobie rozwijać skrzydła? Czy też  taki, który skrzydła podcina?

love-castle-1451086

Moim zadaniem jest poznać, zrozumieć i opisać sposób funkcjonowania danej rodziny na który składa się historia związku, historie wniesione z rodzin pochodzenia, wartości i przekonania, style wychowawcze, sposób komunikacji, sposoby radzenia sobie z trudnościami. Bardzo istotne jest to, w jaki sposób ja jako terapeutka czuję się przebywając z rodziną na konsultacji. Może być to wskazówką do tego, w jaki sposób czują się ze sobą członkowie rodziny. Wszystko to jest pomocne w tym by wraz z rodziną znaleźć taką drogę , która pozwoli jej samodzielnie uporać się z trudnościami i dążyć do harmonii.

Mam poczucie, że współcześnie młode rodziny odrzucają dorobek wcześniejszych pokoleń, związany z rozumieniem własnej roli w rodzinie, sposobu funkcjonowania rodziny, stylów wychowawczych. Mam poczucie, że pokolenie obecnych 30 latków, świadomie  odrzuca wiedzę na temat rodziny pochodzącą z przekazu z ust do ust czyli z babki na matkę i córkę. Młodzi ludzie szukają własnej drogi. Oczywiście są aspekty przekazywane nieświadomie, intuicyjnie. Ale to inny szeroki temat, którego nie chcę tu podejmować.

Z całym szacunkiem do współczesnej wiedzy i nauki, obserwuję, że ten trend powoduje, że świeżo upieczeni rodzice czują się często zagubieni i przerażeni w tym natłoku wiedzy. Wiedzę na temat pielęgnacji i wychowania zdobywają poza swoimi rodzinami, traktując dorobek poprzednich pokoleń jako niedopasowany do współczesnych czasów. Mam na myśli osoby, które wspominają swoich rodziców jako wystarczająco troskliwych i zaangażowanych w relacje z nimi. Osoby pochodzące z rodzin zaniedbujących ich potrzeby, to znów osobny temat.

family-1449144

Myślę jednak, że mimo, że czasy się zmieniają warto również czerpać wiedzę od naszych starszych autorytetów z którymi jesteśmy w serdecznej relacji. Pewne rzeczy są niezmienne. Niezależne od poziomu wiedzy, wieku, uposażenia. Zdrowa rodzina w moim mniemaniu to taka, do której wracasz z chęcią po najtrudniejszym dniu. Której członkowie rodziny kochają się i lubią.

Kiedy przebywam z taką rodziną, wiem, że ona poradzi sobie z każdym kłopotem. Mało tego, wiem, że jeśli znajdzie drogę i rozwiąże aktualne problemy, to stanie się po tym jeszcze silniejsza.

 

pod palmami uśmiechnięci

directory-235079_1280

Akceptacja tego, że życie nie jest tylko różowe, ale posiada odcienie szarości. Akceptacja tego, że czasami wpada się w głęboką czerń, po to by znów oscylować w szarościach, żółciach, zieleniach.  Zauważenie, że oprócz światła istnieją półcienie.

Proszę mi wierzyć, że zintegrowanie obrazu siebie, innych i przyjęcie tego co się dostrzega takim jakim ono jest i co więcej osiągniecie zadowolenia z życia takiego jakim ono jest, to w moim mniemaniu największy sukces terapeutyczny.

Każdy człowiek przeżywa różnorakie uczucia, miewa rozterki, z których jedne są przyjemne, a inne nieprzyjemne.

Żyjemy w czasach, w których zaprzeczamy temu, że  przeżywamy smutek, spadek nastroju, bezradność i niemoc. Śmierć, starość i choroba przestały być częścią ludzkiego życia, zepchnięte zostały na margines.

Ludzie zgłaszają się do terapeuty ponieważ chcą być bardziej… przebojowi, zmotywowani, komunikatywni, chcą być lepszymi rodzicami lub partnerami. Zwykłość, przeciętność, normalność, nuda – są pojęciami mało atrakcyjnymi. Dziś nikt nie chce taki być.

Nie jestem w stanie przyjąć takiego celu terapeutycznego. Powodem rozpoczęcia terapii jest zwykle cierpienie bardziej lub mniej uświadomione.

Zazwyczaj po wielu godzinach spędzonych w gabinecie okazuje się, że prawdziwym powodem zgłoszenia się jest cierpienie spowodowane samotnością, niedbałością o siebie, bezradnością, skrywanym smutkiem. Cierpienie jest spowodowane powtarzającym się wzorcem krzywdzących relacji z innymi.

Nieprawdopodobne jest to, że mimo łatwości z jaką współczesny człowiek może się komunikować z innymi. Mimo wolności słowa, która jest hasłem obecnym w kulturze zachodniej. Człowiek szuka bliskości w gabinecie psychoterapeuty.

Jak wynika z mojej praktyki, nawet w gabinecie ludzie boją się mówić o tym, że w gruncie rzeczy chcą być zwyczajni, marzą o tym by móc publicznie mówić o swoim smutku, przeżywać niepokój, zrobić awanturę. Nie chcą zostać ocenieni przeze mnie ( swojego terapeutę !)  negatywnie.

Dzisiaj nie wypada…

Lepiej opublikować na fejsie swoje selfie – pod palmami uśmiechnięci.

Nie(terapeutyczne) rozważania na temat wychowania

child-1051288

Ostatnimi czasy , często zastanawiam się nad tym co takiego się dzieje, że do gabinetu psychoterapeuty trafiają rodzice , którzy są bardziej niż przeciętni zaangażowani w proces wychowania swojego potomstwa. Najczęściej są to rodzice , którzy przeczytali szereg podręczników na temat wychowania, mają szeroką wiedzę z zakresu psychologii rozwojowej oraz pedagogiki. Są to rodzice , którzy potrafią bawić się z dziećmi jakby sami nimi byli, nie doświadczają nudy podczas tych zabaw, przedkładają potrzeby dzieci ponad potrzeby pary rodzicielskiej. Są to również te domy w których trudno odróżnić , który pokój jest pokojem dziecięcym , a które pomieszczenie było kiedyś sypialnią rodziców.

Mam na myśli kilka,  a może nawet kilkanaście  rodzin z mojej praktyki terapeutycznej. Co takiego się działo , że dzieci w tych rodzinach , które miały stworzone  doskonałe warunki do wszechstronnego rozwoju zaczęły mieć objawy. Objawy to znaczy : napady histerii, nieopanowana złość skierowana w stosunku do rodziców, złość skierowana w stosunku do siebie np. uderzenie samego siebie, moczenie się nocne itp.

Jak to jest możliwe , że dzieci których prawie każda potrzeba jest spełniana , każdy grymas twarzy analizowany , każde słowo wyważone przez uważnych rodziców może mieć objawy?

Spotkałam w swoim gabinecie fantastycznych,  kreatywnych rodziców  , którzy wewnętrznie nie wierzyli w to , że są w stanie być po prostu wystarczająco dobrymi rodzicami.

Ci rodzice często w związku z osobistymi doświadczeniami doznanej krzywdy ze strony bliskich lub braku takich wzorców  tworzą własne bardzo wysokie standardy bycia ” dobrym rodzicem” każdy grymas niezadowolenia, złość dziecka interpretują jako właśną niekompetencje wychowawczą i podnoszą poprzeczkę sobie  jeszcze wyżej w celu zrekompensowania dziecku tzw. krzywdy. Nie pozwalają sobie na uczucia złości wobec dziecka – w ich przeżyciu jest to porzucenie , przemoc wobec dziecka.

W pewnym momencie poprzeczka jest tak wysoko , że normalny wystarczająco dobry rodzic nie jest w stanie jej  dosięgnąć. Rodzic trafiający do gabinetu czuje się wtedy , że zawiódł , że zaniedbuje  ma poczucie winy wobec dziecka , które stara się rekompensować podejmowaniem kolejnych wysiłków wobec dziecka.

Zwykle jest to moment , kiedy rodzina trafia do terapeuty. Okazuje się , że rodzice nie mają żadnego czasu dla siebie jako para rodzicielska, ba nie posiadają już nawet własnej sypialni w której mogliby się cieszyć intymnością, pojawiają się kłopoty w sferze intymnej, poczucie nieatrakcyjności, podświadoma złość na dzieci – niewyrażona często wyraża się w postaci lęków o zdrowie i życie dzieci. Rodzice skarżą się  na to , że zabawa z dziećmi pochłania ich czas do tego stopnia , że nie ma czasu na domowe obowiązki jak sprzątanie , gotowanie.

Znów pytam skoro wszystko jest poświęcone dziecku dlaczego ono ma objawy?

Myślę , że dzieci nie chcą mieć heroicznych rodziców, nie chcą mieć w przyszłości długu do spłacenia. ” Ja ci wszystko poświęciłam , karierę , zdrowie, a Ty wyjeżdżasz teraz na drugi koniec świata?”. Myślę też , że dziecko w rodzinie nie powinno być na pierwszym miejscu – jest to obciążające dla niego. Dziecko nie chce decydować – to je stresuje. Nie chce mieć poczucia , że rządzi w domu – taka perspektywa  musi być przerażająca dla niego – wyobraźmy sobie co może myśleć dziecko: ” jestem taki mały , a wszyscy się mnie słuchają … a ja tak naprawdę nie wiem co mam robić .. jestem za mały …ale obronię rodziców jeśli sami nie potrafią… w takim razie jak rodzice nie wiedzą to ja decyduje , że…”

Dzieci potrzebują  bezpiecznych ram i stabilnej silnej relacji między rodzicami.

Rodzinę tworzy para rodzicielska i to relacje między rodzicami decydują o tym czy ta rodzina będzie zdrowa czy chora , słaba czy silna. 

Terapia tych rodzin polega na wzmocnieniu ich wiary w to , że potrafią wychowywać , niekoniecznie musi być to zgodne z podręcznikiem. Wzmocnienie intuicyjnych wyborów, wyznaczenie granic między rodzicami i dziećmi, praca nad uwolnieniem złości. Często gratuluję swoim zahamowanym pacjentom wszczęcia zdrowej kłótni:)) to uwalnia złość w rodzinie i zwania dzieci z konieczności jej wyrażania poprzez objawy.

Życzę Państwu,  aby mniej surowo oceniać siebie, wrócić do swojej sypialni i złościć się jak najwięcej z szacunkiem do siebie , swojego partnera i swoich dzieci..

Warsztaty rozwoju osobistego dla kobiet w Monachium

_DSC0391
Monachijski Ośrodek „Donna Mobile”zaprosił mnie do przeprowadzenia warsztatów rozwojowych dla polskich kobiet na emigracji.

W związku z tym, pragnę zaprosić Polki w każdym wieku.

Myślę, że każda Pani znajdzie na warsztatach coś dla siebie. Mam nadzieję, że dzięki czynnemu uczestnictwu w zajęciach wzbogacą się Panie, nabiorą pewności siebie, zdobędą wiedzę z zakresu nauk socjologiczno – pedagogicznych oraz nawiążą nowe fascynujące znajomości z innymi kobietami. Warsztaty odbywać się będą wyłącznie w języku polskim!!!

Poniżej przedstawiam tematykę oraz harmonogram zajęć:

27.02.2016r. Selbsfursorge – Mądra troska o siebie.
09.04.2016r. Motivation – Jak się skutecznie motywować.
07.05.2016r. Kommunikation – Sztuka komunikacji.
18.06.2016r. Stress – W jaki sposób radzić sobie ze stresem.
16.07.2016r. Harmonie in der Familie – Harmonia w relacjach rodzinnych.
24.09.2016r. Lebensabschnitte – Fazy rozwoju człowieka.
22.10.2016r. Positives Denken – Pozytywne myślenie.
19.11.2016r. Entspannung – Techniki relaksacyjne
10.12.2016r. Jahresansklang – Podsumowanie Roku

Mam nadzieję , że się zobaczymy :))
Monachium , Holzapfelstr. 3
Warsztaty odbywać się będą w soboty w godzinach 11 – 14 .
Rejestracja jest możliwa drogą mailową lub telefoniczną ( w zakładce “o mnie”)

mgr Agnieszka Pacyga – Łebek
psychoterapeuta, pedagog społeczny, pracownik socjalny.

„Dziecko opuszczone, budząc się nagie

Wzrokiem złaknionym wokół błądzi

I widzi tylko, że nie widać wcale

Biegnących ku niemu kochających oczu.”

George Eliot

Dziecko

wychowanie

„Gdybym mogła od nowa wychowywać dziecko,
Częściej używałabym palca do malowania, a rzadziej do wytykania.
Mniej bym upominała, a bardziej dbała o bliski kontakt.
Zamiast patrzeć stale na zegarek, patrzyłabym na to, co robi.
Wiedziałabym mniej, lecz za to umiałabym okazać troskę.
Robilibyśmy więcej wycieczek i puszczali więcej latawców.
Przestałabym odgrywać poważną, a zaczęła poważnie się bawić.
Przebiegałabym więcej pól i obejrzała więcej gwiazd.
Rzadziej bym szarpała, a częściej przytulała.
Rzadziej byłabym nieugięta, a częściej wspierała.
Budowałabym najpierw poczucie własnej wartości, a dopiero potem dom.
Nie uczyłabym zamiłowania do władzy, lecz potęgi miłości.”

– Diane Loomans, „Full Esteem Ahead”

Będę mieć rodzeństwo

kids-250844

 

Co to znaczy, że mama jest w ciąży? Co to znaczy, że będę siostrą? Czego potrzebuje dzidziuś? To trudne pytania. Jestem dziewczynką i spróbuję to wyjaśnić. U mnie to było tak…

Cała historia z dzidziusiem  zaczęła się od tego , że mama przestała mnie nosić na rękach i  podrzucać. Wymuszałam, robiłam smutne miny, prosiłam mamę o malusieńką karuzelę, kręciołka  i nic. Mama tłumaczyła mi , że nie może mnie  podnosić ponieważ ma dzidziusia w brzuchu.

Dzidziuś w brzuchu? To znaczy , że mama go połknęła? Chciałam powiedzieć mamie , że dzidziusie nie są do jedzenia , ale przestraszyłam się , że może są i mama mnie też zje..Może to nie są żarty. Jak mama mnie  gilgocze zawsze mówi , że mnie zje….

Postanowiłam zapytać taty , o co chodzi z dzidziusiem. On nie ma żadnego dzidziusia w brzuchu i zachowuje się normalnie.Tata wytłumaczył mi ,że mama nie zjada dzieci tylko jest w ciąży. W ciąży?

Dzieje się to tak , że mama i tata kochają się. Każde z nich ma specjalne komórki , które muszą się ze sobą połączyć jak puzzle. Takie połączone komórki nazywają się zarodkiem. Zarodek rośnie , rośnie i powstaje dzidziuś. Brzuszek mamy rośnie długo i jest bardzo duży. Później dzidziuś rodzi się.  Mama  musi wtedy  iść do szpitala. Po kilku dniach dzidziuś wraz z mamą wracają do domu. Dzidziś mieszka już zawsze z nami i jest członkiem rodziny.

Mama w ciąży wyglądała tak , jakby arbuza połknęła. Czasami wkładałam  pod moją bluzkę maskotkę i naśladowałam mamę mówiąc : „ach,  jak kopie…”. Mama, patrzyła  wtedy na mnie i kiwała głową. Nie wiem czy to było dla niej śmieszne.

Tata i mama oglądali ze mną  zdjęcia z czasu jak ja mieszkałam w brzuchu. Moim zdaniem, wcale mnie nie było widać. Były czarne , troche białe.. Mama pokazywała mi , że takie białe na zdjęciu to był mój nos, oko, brzuszek. Dużo ładniejsze były  zdjęcia z okresu jak  byłam małym dzidziusiem. Leżałam na przewijaku, mama mnie karmiła piersią i cały czas nosiła na rękach,  miałam też czerwony smoczek z myszką, który zasłaniał całą moją buzię.

Cieszę się , że będę siostrą. Kiedy rodzice powiedzieli mi, że będę mieć brata byłam smutna. Wolałabym siostrę, ale nie da się już zamienić. Chociaż tyle, że bracia mają dużo aut. Można od nich je  pożyczać i wozić w nich swoje figurki  zwierząt z ZOO. Ja też się potrafię dzielić z Braciszkiem moimi zabawkami. Kiedy Brat mieszkał w brzuchu wyprałam  z mamą swoje stare maskotki i pozytywki.  Mama niepotrzebnie  schowała je do pudełka. Bo ja sobie je pożyczałam.  Po prostu bawiłam się nimi.  Braciszek się zgodził. Tata się śmiał, że do narodzin  Braciszka , każda  zabawka przejdzie przez moje ręce.

Z resztą sam tata ostrzegał mnie , że takie małe dzidziusie nie potrafią się bawić, więc po co mu zabawki?

No właśnie, a jeśli chodzi o zainteresowania takich dzidziusiów to wygląda to nieciekawie.

Takie małe dzidziusie , nie potrafią chodzić, siedzieć, mówić, jedzą cały czas to samo –  mleko. Na początku trzeba się nimi cały czas opiekować. Dzidziusie płaczą , śpią lub jedzą. Dziwne są. I to nie tylko w dzień , ale też w nocy. Trzeba im zmieniać pieluszki, ubierać w ubranka, chodzić na spacery.

Gdy dzidziuś się urodził , na początku bardzo się cieszyłam.  Chciałam go karmić, przewijać bawić się z nim. Później już było coraz gorzej . On tylko spał i płakał. Nie był zbyt ciekawy. Wszystkie ciocie i Wujkowie zamiast się ze mną bawić, zajmowali się dzidziusiem. Byłam zła i smutna. Dzidziuś wcale nie jest taki fajny.

Zaczęło mi się wydawać , że  lepiej było jak z nami nie mieszkał. Mama i tata mieli dużo czasu na zabawę ze mną. On nic nie umie robić.

Rodzice  wytłumaczyli mi , że to normalne , że się złoszcze na braciszka. To dobrze , bo bałam się , że muszę go tylko lubić.  Jak tu lubić , wtedy kiedy On wrzeszczy , a na dodatek mama jest ciągle nim zajęta. Nie ma tyle czasu dla mnie.

Muszę to zapamiętać , mogę Braciszka kochać i złościć się na niego. Mogę być zła na niego  i zazdrosna. W końcu to nie jest takie proste. Byłam tu pierwsza i miałam mamę i tatę dla siebie. Muszę się przyzwyczaić. Nie mogę się doczekać jak Braciszek będzie taki duży jak ja i będzie coś w końcu umiał. Nauczę go wszystkiego.

dla I.

„Im bardziej będzie się zmieniać nasze życie, tym bardziej będziemy tęsknić – za tymi wszystkim domami, które pozostały gdzieś w przeszłości, w określonym czasie i miejscu.”

Bo Ja tak chcę!!

 

 

 

little-girl-1308230

Poznajcie Michasie. Miśka mieszka wraz ze swoimi rodzicami w mieście  „ Pod wesołym tygrysem”. Miśka ma 3 lata  i chce  zostać jak dorośnie opiekunem w zoo.

lubi udawać , że pracuje  w ZOO. Opiekuje się wtedy  swoimi figurkami zwierząt dużymi i małymi. Daje im jeść, pić, kładzie je spać. Gdy jest zmęczona zabawą zajmuje  się innymi poważnymi sprawami jak skakaniem  do góry i na boki, machaniem gołymi nogami i oglądaniem  palców u stóp.

Pewnej wiosny  na Miśkowy ogródek wprowadziła się rodzina mrówek ; takich czarnych. Misia nie bała się ich, wiedziała od mamy, że mali sąsiadzi nie gryzą . Chciała  się z mrówkami zaprzyjaźnić. Dziewczynka lubiła obserwować życie małych sąsiadów. Zauważyła , że mrówki  wcale się nie bawią, tylko cały dzień  pracują, pracują i pracują…

W związku z tym postanowiła zbudować  plac zabaw dla mrówek. Wymyśliła sobie , że będzie kolorowy, zbudowany z klocków i bardzo duży.

Misia długo nad nim pracowała –  układała , przekładała, burzyła, aż w końcu powstał – prawdziwy plac zabaw dla mrówek, w którym mieściły się tunele,zjeżdżalnie, huśtawki i karuzela…

Ale co to…? Mrówki omijają plac zabaw i pracują zamiast się bawić.

– Mamo , zbudowałam piękny plac zabaw dla mrówek , ale one nie chcą tam iść…- stwierdziła rozczarowana dziewczynka.

–  Buuuu….. dlaczego one tam nie chcą iść….. – pytała.

– Mamoooo!!! Powiedz mrówkom , żeby tam poszły!!- krzyczała Misia  tonem rozkazującym.

– Misiu widzę , że bardzo się postarałaś, myśle, że to ciekawy pomysł z tym placem zabaw dla mrówek, nigdy takiego nie widziałam….nawet w bajkach… – odpowiedziała mama .

– Mrówki,  bawcie się,  to jest fajny plac zabaw…zrobiłam specjalnie dla Was-  Misia zachęcała mrówki  schylając się do nich  tak nisko, że brodą dotykała ziemi…

– Mam propozycje – powiedziała z troską mama –  zjemy teraz coś pysznego i poczekamy cierpliwie , aż mrówki same zdecydują , czy chcą czy nie chcą,  bawić się na swoim  placu zabaw.

– Ale ja chce….- marudziła Misia i próbowała wymusić na mrówkach zabawę.

– Misiu jeśli  zrobiłaś plac zabaw dla mrówek,  pozwól im z niego korzystać , tak jak one chcą i wtedy,  kiedy będą chciały – powiedziała stanowczo mama.

– Ani mrówki , ani dorośli, ani dzieci NIKT ,  nie lubi być zmuszanym do czegoś  – dodała po chwili.

– Chyba nie rozumiem mamo….- odpowiedziała zamyślona Misia.

– Dlaczego one nie chcą, przecież ja je ładnie proszę –   Misia nadal  nie rozumiała.

– To bardzo miłe , że pomyślałaś o mrówkach i zbudowałaś im plac zabaw, ale pamiętaj , że czasami nie wszystko jest tak jak Ty sobie zaplanujesz- powiedziała mama z bardzo poważną miną.

– Nie chcą się bawić? – znów spytała Misia.

– Posłuchaj córeczko, a jak ja bym ci  powiedziała , że masz ubrać żółtą bluzkę ?

– Ubiorę czerwoną!- natychmiast odpowiedziała Misia.

– A jak jesz śniadanie to  lubisz sobie sama wybrać  ze stołu coś do zjedzenia czy lubisz dostać jedną kanapkę wybraną przez mamę?

– Lubię  sama…

– Mrówki mają tak samo….  i każdy człowiek….. i zwierzątko – cierpliwie tłumaczyła mama.

Misia schyliła się do ziemi i powiedziała szeptem:

– Mrówki wcale nie musicie się bawić , ale fajny jest plac zabaw i  pa!

Uspokojona dziewczynka leniwie przeżuwała  pomidora zasłaniając oczy dłońmi.

– Mamo , ale powiedz słońcu żeby nie świeciło…- Misia znów zaczęła rozkazywać.

– Misiu ..słońce nikogo się nie słucha…tak samo jak wiatr, deszcz, śnieg..- odpowiedziała cierpliwie mama.

– Nawet mamy? – zapytała Misia

– Nie , słońce nie słucha się nawet mamy świeci,  kiedy chce i jak mocno chce– odparła mama – nie mamy wpływu na wszystko.

– Mamo , mrówki dalej się nie bawią – przypomniała sobie Misia.

– Żeby pobawić się razem , trzeba troche czasu. Teraz baw się  po swojemu.  Mrówki po jakimś czasie same zobaczą , że jesteś miłą dziewczynką i przyjdą się z Tobą bawić. Jak będziesz im rozkazywać , podbiegać do nich co chwilę , to mogą się przestraszyć i pochować we własnych domkach. Na wszystko trzeba czasu.. pobaw się tu obok. Mrówki zobaczą kim jesteś i co robisz,  przestaną się bać…- mama tłumaczyła i tłumaczyła.

– Mamooo no chodź i zobacz i zgaś słońce,  bo mróówwwki przyszły na plac zabaw!!!!

« Older posts Newer posts »

© 2017 Dziarsko w chmury

Theme by Anders NorenUp ↑