Category: Napisane (page 1 of 2)

Dwujęzyczność – nic za darmo

Rodzice wychowujący swoje potomstwo poza granicami ojczyzny, stoją przed nie lada wyzwaniem. Piszę ten tekst, żeby zwrócić Państwa uwagę na trud, którego podejmują się tacy rodzice.

Stojąc z boku można by uznać, że jest to świetna prosta sprawa – dziecko dostaje dwa języki obce w prezencie, tak po prostu. Bo mieszka za granicą.

kids-250844

Dopóki nie przeprowadziłam kilkudziesięciu rozmów z rodzicami, wychowującymi swoje dzieci za granicą, też tak myślałam.

Ale jak zwykle, w życiu nic nie przychodzi za darmo – na wszystko trzeba zapracować i tak jest też w tym przypadku.

Nie zdawałam sobie sprawy z tego, że rodzice, którym zależy na przekazaniu swojego ojczystego języka, muszą być bardzo mocno zmotywowani do pracy nad pełną dwujęzycznością swoich dzieci (co oznacza, że oba języki wykształcą się na takim samym poziomie w mowie i piśmie).

W parach polskojęzycznych jest łatwiej, ponieważ w domu mówi się naturalnie po polsku. Jednak z biegiem czasu, gdy dziecko podejmuje się nauki szkolnej w obcym języku, posiada grono znajomych obcojęzycznych, język otoczenia również jest językiem „obcym”, może się stać tak, że dziecko będzie czuło się swobodniej w języku otoczenia.

W rodzinach polskojęzycznych, rodzice pracują nad rozwojem słownictwa, poprawnością mowy, szacunkiem do polskiej kultury i języka. W Monachium działa wiele grup polskojęzycznych dla dzieci już od 3 miesiąca życia. Działają również dwie Szkoły Przedmiotów Ojczystych, które prowadzą naukę dla dzieci od 3 rok życia do Egzaminu Dojrzałości.

Podczas ostatniego rozdania świadectw w polskiej szkole w Monachium, byłam wzruszona tym, ile pracy wkładają uczniowie i rodzice w to, by zachować język ojczysty w pięknym wydaniu – mimo długoletniego zamieszkania za granicą.

Proszę sobie wyobrazić, że Ci nastolatkowie kończący polskie gimnazjum w Monachium, w ciągu tygodnia uczęszczali do swoich niemieckich szkół, a w soboty do szkoły polskiej i tak przez wiele lat!

children-593313_1920

 

To jest olbrzymi trud! Wysiłek podejmowany przez młodych ludzi i ich rodziców, którzy niejednokrotnie musieli bardzo mocno motywować swoje dzieci i tłumaczyć po co im ten „polski” właściwie jest potrzebny.

Ktoś może powiedzieć: „Ale po co?”; „Nie zależy mi na tym, aby moje dziecko mówiło po polsku, nie zamierzam wracać do kraju…”;   „Polski nie jest przydatny nigdzie poza Polską, niech się angielskiego uczy lepiej…”.

A po to drodzy Państwo, żeby Wasze dziecko bez poczucia winy mogło w przyszłości odpowiedzieć sobie na pytanie kim jest. A nie jest to łatwe zadanie…

W rodzinach dwu lub wielojęzycznych sprawa komplikuje się jeszcze bardziej. Logopedzi zalecają by każde z rodziców mówiło do dziecka we własnym języku i nigdy nie burzyło tego porządku. Zasada jest prosta. Ale proszę spróbować sobie to wyobrazić. Zwykła sytuacja przy stole – mama zwraca się  po polsku do dziecka, tata po niemiecku – dziecko odpowiada w dwóch językach. Ciekawie? To codzienność wielu rodzin tutaj. Jest prościej jeśli rodzice znają wzajemnie swoje języki. Jeśli nie, wtedy do tej sytuacji, trzeba dodać czas na przetłumaczenie drugiemu rodzicowi, tego co powiedziało dziecko i co on na to….

I proszę Państwa ludzie robią to !!! Ale w jakim właściwie celu?

girl-1312899_1280

Z mojego punktu widzenia jest to niezbędne do rozwoju spójnej tożsamości. Odcinając dzieci od naszego języka ojczystego, odcinamy je od korzeni. Świadomość swoich korzeni, szacunek do pochodzenia, posługiwanie się językiem naszych przodków jest niezbędny do wykształcenia pozytywnego obrazu siebie. Nieznajomość języka swoich rodziców może być trudna ze względów emocjonalnych, wiele osób mimo biegłej znajomości języków obcych zgłasza, że o emocjach, przeżyciach, intymnych sprawach może rozmawiać tylko w języku ojczystym.

Zwracanie się do swojego dziecka w języku ojczystym jest naturalne i na poziomie nieświadomym niesie za sobą przekaz wcześniejszych pokoleń. Proszę pomyśleć o znanych kołysankach, rymowankach, zdrobnieniach, które znają Państwo od dziecka. Gdy śpiewam Polską kołysankę, przypominam sobie siebie, jak byłam małą usypiającą dziewczynką widzącą przez okno księżyc. Śpiewając ją moim dzieciom niewerbalnie przekazuje to wspomnienie.

Znani mi dorośli, których rodzice z różnych przyczyn nie zadbali o rozwój języka polskiego, postrzegają nieznajomość języka polskiego jako bolesny brak. Nie mają możliwości swobodnie poruszać się we własnym kraju (!), mają ograniczone kontakty z krewnymi, nie mogą korzystać z fachowej literatury, śledzić internetowych trendów w dwóch krajach – są ubożsi. Ci zdeterminowani podejmują naukę jako dorośli (współczuję, ze względu na  7 przypadków). Ale podejmują te próby – by pełniej określić siebie, by nie czuć się odciętym od ważnej części siebie.

Podaruj dziecku swój język ojczysty!

Warto!

rodzina to punkt odniesienia

balloon-1373161

Zastanów się jakie zasady panują w Twojej rodzinie? Kto je wyznacza? Czy zasady powstają naturalnie i wynikają z Waszego stylu życia? A może zasady są ustalane i obowiązują w formie regulaminu? Czy zasady są elastyczne i zmieniają się wraz z rozwojem waszej rodziny? A może raz ustalone zasady są nienegocjowalne?

O czym się rozmawia w Twojej rodzinie?  Może są sprawy, o których się nie rozmawia?  Kto sprawuje władzę?  Czy istnieją rodzinne sekrety i tajemnice? Jaka jest wizja świata zewnętrznego? O co się kłócicie? A może w Waszej rodzinie nie ma miejsca na kłótnie?

Czy w Twojej rodzinie istnieje silne przymierze pomiędzy partnerami? Czy istnieje wyraźna granica pomiędzy dziećmi a rodzicami? Czy też odwrotnie? Nie do końca wiadomo , kto jest kim w tej rodzinie? Na przykład ojciec omawia sprawy finansowe z córką, zamiast z żoną.

Każda rodzina jest inna. Naprawdę. Każda rodzina ma własną niepowtarzalną atmosferę. Jako terapeutka siadając w gabinecie z rodziną zgłaszającą się na konsultacje, odbieram właśnie ten specyficzny klimat, który niesie ze sobą każda rodzina. Tę atmosferę budują wszyscy członkowie rodziny i na nich wszystkich tak samo ona wpływa. Jednak czy jest to taki klimat, który pozwala każdej osobie rozwijać skrzydła? Czy też  taki, który skrzydła podcina?

love-castle-1451086

Moim zadaniem jest poznać, zrozumieć i opisać sposób funkcjonowania danej rodziny na który składa się historia związku, historie wniesione z rodzin pochodzenia, wartości i przekonania, style wychowawcze, sposób komunikacji, sposoby radzenia sobie z trudnościami. Bardzo istotne jest to, w jaki sposób ja jako terapeutka czuję się przebywając z rodziną na konsultacji. Może być to wskazówką do tego, w jaki sposób czują się ze sobą członkowie rodziny. Wszystko to jest pomocne w tym by wraz z rodziną znaleźć taką drogę , która pozwoli jej samodzielnie uporać się z trudnościami i dążyć do harmonii.

Mam poczucie, że współcześnie młode rodziny odrzucają dorobek wcześniejszych pokoleń, związany z rozumieniem własnej roli w rodzinie, sposobu funkcjonowania rodziny, stylów wychowawczych. Mam poczucie, że pokolenie obecnych 30 latków, świadomie  odrzuca wiedzę na temat rodziny pochodzącą z przekazu z ust do ust czyli z babki na matkę i córkę. Młodzi ludzie szukają własnej drogi. Oczywiście są aspekty przekazywane nieświadomie, intuicyjnie. Ale to inny szeroki temat, którego nie chcę tu podejmować.

Z całym szacunkiem do współczesnej wiedzy i nauki, obserwuję, że ten trend powoduje, że świeżo upieczeni rodzice czują się często zagubieni i przerażeni w tym natłoku wiedzy. Wiedzę na temat pielęgnacji i wychowania zdobywają poza swoimi rodzinami, traktując dorobek poprzednich pokoleń jako niedopasowany do współczesnych czasów. Mam na myśli osoby, które wspominają swoich rodziców jako wystarczająco troskliwych i zaangażowanych w relacje z nimi. Osoby pochodzące z rodzin zaniedbujących ich potrzeby, to znów osobny temat.

family-1449144

Myślę jednak, że mimo, że czasy się zmieniają warto również czerpać wiedzę od naszych starszych autorytetów z którymi jesteśmy w serdecznej relacji. Pewne rzeczy są niezmienne. Niezależne od poziomu wiedzy, wieku, uposażenia. Zdrowa rodzina w moim mniemaniu to taka, do której wracasz z chęcią po najtrudniejszym dniu. Której członkowie rodziny kochają się i lubią.

Kiedy przebywam z taką rodziną, wiem, że ona poradzi sobie z każdym kłopotem. Mało tego, wiem, że jeśli znajdzie drogę i rozwiąże aktualne problemy, to stanie się po tym jeszcze silniejsza.

 

pod palmami uśmiechnięci

directory-235079_1280

Akceptacja tego, że życie nie jest tylko różowe, ale posiada odcienie szarości. Akceptacja tego, że czasami wpada się w głęboką czerń, po to by znów oscylować w szarościach, żółciach, zieleniach.  Zauważenie, że oprócz światła istnieją półcienie.

Proszę mi wierzyć, że zintegrowanie obrazu siebie, innych i przyjęcie tego co się dostrzega takim jakim ono jest i co więcej osiągniecie zadowolenia z życia takiego jakim ono jest, to w moim mniemaniu największy sukces terapeutyczny.

Każdy człowiek przeżywa różnorakie uczucia, miewa rozterki, z których jedne są przyjemne, a inne nieprzyjemne.

Żyjemy w czasach, w których zaprzeczamy temu, że  przeżywamy smutek, spadek nastroju, bezradność i niemoc. Śmierć, starość i choroba przestały być częścią ludzkiego życia, zepchnięte zostały na margines.

Ludzie zgłaszają się do terapeuty ponieważ chcą być bardziej… przebojowi, zmotywowani, komunikatywni, chcą być lepszymi rodzicami lub partnerami. Zwykłość, przeciętność, normalność, nuda – są pojęciami mało atrakcyjnymi. Dziś nikt nie chce taki być.

Nie jestem w stanie przyjąć takiego celu terapeutycznego. Powodem rozpoczęcia terapii jest zwykle cierpienie bardziej lub mniej uświadomione.

Zazwyczaj po wielu godzinach spędzonych w gabinecie okazuje się, że prawdziwym powodem zgłoszenia się jest cierpienie spowodowane samotnością, niedbałością o siebie, bezradnością, skrywanym smutkiem. Cierpienie jest spowodowane powtarzającym się wzorcem krzywdzących relacji z innymi.

Nieprawdopodobne jest to, że mimo łatwości z jaką współczesny człowiek może się komunikować z innymi. Mimo wolności słowa, która jest hasłem obecnym w kulturze zachodniej. Człowiek szuka bliskości w gabinecie psychoterapeuty.

Jak wynika z mojej praktyki, nawet w gabinecie ludzie boją się mówić o tym, że w gruncie rzeczy chcą być zwyczajni, marzą o tym by móc publicznie mówić o swoim smutku, przeżywać niepokój, zrobić awanturę. Nie chcą zostać ocenieni przeze mnie ( swojego terapeutę !)  negatywnie.

Dzisiaj nie wypada…

Lepiej opublikować na fejsie swoje selfie – pod palmami uśmiechnięci.

Nie(terapeutyczne) rozważania na temat wychowania

child-1051288

Ostatnimi czasy , często zastanawiam się nad tym co takiego się dzieje, że do gabinetu psychoterapeuty trafiają rodzice , którzy są bardziej niż przeciętni zaangażowani w proces wychowania swojego potomstwa. Najczęściej są to rodzice , którzy przeczytali szereg podręczników na temat wychowania, mają szeroką wiedzę z zakresu psychologii rozwojowej oraz pedagogiki. Są to rodzice , którzy potrafią bawić się z dziećmi jakby sami nimi byli, nie doświadczają nudy podczas tych zabaw, przedkładają potrzeby dzieci ponad potrzeby pary rodzicielskiej. Są to również te domy w których trudno odróżnić , który pokój jest pokojem dziecięcym , a które pomieszczenie było kiedyś sypialnią rodziców.

Mam na myśli kilka,  a może nawet kilkanaście  rodzin z mojej praktyki terapeutycznej. Co takiego się działo , że dzieci w tych rodzinach , które miały stworzone  doskonałe warunki do wszechstronnego rozwoju zaczęły mieć objawy. Objawy to znaczy : napady histerii, nieopanowana złość skierowana w stosunku do rodziców, złość skierowana w stosunku do siebie np. uderzenie samego siebie, moczenie się nocne itp.

Jak to jest możliwe , że dzieci których prawie każda potrzeba jest spełniana , każdy grymas twarzy analizowany , każde słowo wyważone przez uważnych rodziców może mieć objawy?

Spotkałam w swoim gabinecie fantastycznych,  kreatywnych rodziców  , którzy wewnętrznie nie wierzyli w to , że są w stanie być po prostu wystarczająco dobrymi rodzicami.

Ci rodzice często w związku z osobistymi doświadczeniami doznanej krzywdy ze strony bliskich lub braku takich wzorców  tworzą własne bardzo wysokie standardy bycia ” dobrym rodzicem” każdy grymas niezadowolenia, złość dziecka interpretują jako właśną niekompetencje wychowawczą i podnoszą poprzeczkę sobie  jeszcze wyżej w celu zrekompensowania dziecku tzw. krzywdy. Nie pozwalają sobie na uczucia złości wobec dziecka – w ich przeżyciu jest to porzucenie , przemoc wobec dziecka.

W pewnym momencie poprzeczka jest tak wysoko , że normalny wystarczająco dobry rodzic nie jest w stanie jej  dosięgnąć. Rodzic trafiający do gabinetu czuje się wtedy , że zawiódł , że zaniedbuje  ma poczucie winy wobec dziecka , które stara się rekompensować podejmowaniem kolejnych wysiłków wobec dziecka.

Zwykle jest to moment , kiedy rodzina trafia do terapeuty. Okazuje się , że rodzice nie mają żadnego czasu dla siebie jako para rodzicielska, ba nie posiadają już nawet własnej sypialni w której mogliby się cieszyć intymnością, pojawiają się kłopoty w sferze intymnej, poczucie nieatrakcyjności, podświadoma złość na dzieci – niewyrażona często wyraża się w postaci lęków o zdrowie i życie dzieci. Rodzice skarżą się  na to , że zabawa z dziećmi pochłania ich czas do tego stopnia , że nie ma czasu na domowe obowiązki jak sprzątanie , gotowanie.

Znów pytam skoro wszystko jest poświęcone dziecku dlaczego ono ma objawy?

Myślę , że dzieci nie chcą mieć heroicznych rodziców, nie chcą mieć w przyszłości długu do spłacenia. ” Ja ci wszystko poświęciłam , karierę , zdrowie, a Ty wyjeżdżasz teraz na drugi koniec świata?”. Myślę też , że dziecko w rodzinie nie powinno być na pierwszym miejscu – jest to obciążające dla niego. Dziecko nie chce decydować – to je stresuje. Nie chce mieć poczucia , że rządzi w domu – taka perspektywa  musi być przerażająca dla niego – wyobraźmy sobie co może myśleć dziecko: ” jestem taki mały , a wszyscy się mnie słuchają … a ja tak naprawdę nie wiem co mam robić .. jestem za mały …ale obronię rodziców jeśli sami nie potrafią… w takim razie jak rodzice nie wiedzą to ja decyduje , że…”

Dzieci potrzebują  bezpiecznych ram i stabilnej silnej relacji między rodzicami.

Rodzinę tworzy para rodzicielska i to relacje między rodzicami decydują o tym czy ta rodzina będzie zdrowa czy chora , słaba czy silna. 

Terapia tych rodzin polega na wzmocnieniu ich wiary w to , że potrafią wychowywać , niekoniecznie musi być to zgodne z podręcznikiem. Wzmocnienie intuicyjnych wyborów, wyznaczenie granic między rodzicami i dziećmi, praca nad uwolnieniem złości. Często gratuluję swoim zahamowanym pacjentom wszczęcia zdrowej kłótni:)) to uwalnia złość w rodzinie i zwania dzieci z konieczności jej wyrażania poprzez objawy.

Życzę Państwu,  aby mniej surowo oceniać siebie, wrócić do swojej sypialni i złościć się jak najwięcej z szacunkiem do siebie , swojego partnera i swoich dzieci..

Dziecko

wychowanie

„Im bardziej będzie się zmieniać nasze życie, tym bardziej będziemy tęsknić – za tymi wszystkim domami, które pozostały gdzieś w przeszłości, w określonym czasie i miejscu.”

Psycholog i psychoterapeuta – rozróżnienie

psychologist-1015488

W potocznym rozumieniu psycholog i psychoterapeuta to zamienne określenia tego samego specjalisty zajmującego się szeroko rozumianą pomocą drugiej osobie. Trudno jest rozróżnić , że określenia psycholog i psychoterapeuta dotyczą odrębnych grup zawodowych i odrębnych form oddziaływań terapeutycznych. W obu przypadkach praca polega na spotkaniu z drugim człowiekiem, jednak spotkanie to w każdym przypadku  przebiega inaczej i jest nastawione na rożne od siebie  formy pracy i cele.

Pragnę przybliżyć te dwa pojęcia.

Psychoterapeutą jest osoba, która ukończyła studia magisterskie na kierunku : psychologia, pedagogika, socjologia lub studia medyczne oraz przeszła specjalistyczne podyplomowe szkolenie z zakresu psychoterapii i uzyskała certyfikat psychoterapeuty lub jest w trakcie jego zdobywania. Specjalistyczne szkolenie rozpoczyna się po ukończeniu studiów magisterskich i trwa ok. 4 – 6  lat. W ramach szkolenia psychoterapeuta musi przejść psychoterapię własną, uczestniczyć w superwizji swojej pracy z pacjentami, zaliczyć niezbędne staże kliniczne, opanować wiedzę teoretyczną oraz praktyczną z zakresu psychopatologii. Szkolenie przygotowujące psychoterapeutów jest wieloetapowe i długotrwałe. Duży nacisk kładziony jest na indywidualną pracę nad własnymi emocjami oraz superwizje przypadków klinicznych.

Psychoterapeuta zajmuje się rozpoznawaniem i leczeniem zaburzeń emocjonalnych poprzez oddziaływanie terapeutyczne jakim jest psychoterapia. Psychoterapeuci mogą prowadzić psychoterapię indywidualną, grupową, małżeńską lub par i rodzin.  Psychoterapeuci pomagają zarówno osobom dorosłym jak i dzieciom i młodzieży.

Psycholog natomiast to osoba,  która ukończyła  5-  letnie studia magisterskie na kierunku psychologia. Ukończenie rocznego studium i każdego innego kursu nazwanego kursem psychologii nie daje uprawnień do wykonywania zawodu. Psycholog jest osobą przeszkoloną do posługiwania się specjalistycznymi testami, diagnozowaniu i udzielaniu szeroko rozumianej pomocy psychologicznej, co ważne psycholog bez specjalistycznego kursu z zakresu psychoterapii nie może prowadzić psychoterapii. Miejscem zatrudnienia psychologów są Poradnie Zdrowia Psychicznego , różne placówki medyczne, placówki kulturalne, placówki oświatowe, pomoc społeczna, firmy prywatne.

Altruizm w psychoterapii

Mechanizm projekcji zniekształca nasze relacje z ludźmi wtedy, gdy za jego pomocą rzutujemy na nich naszą własną zazdrość i agresję. Mechanizm projekcji  może również  umożliwiać  nam tworzenie i umacnianie pozytywnych więzi z innymi ludźmi.

Altruizm powszechnie rozumiany jest wartością pożądaną w stosunkach między ludźmi. Z punktu widzenia psychoanalitycznego  altruizm jest formą projekcji, którą można opisać jako wyrzeczenie się  własnych impulsów popędowych , które przeżywane są przez jednostkę jako „zakazane” dla niej na korzyść innych ludzi. Osoba zaspakaja swoje impulsy popędowe poprzez  identyfikacje z cudzymi chęciami i zaspakajanie ich.

Superego pacjenta  jest surowe wobec własnych impulsów popędowych,  a tolerancyjne wobec impulsów popędowych innych ludzi. Mechanizmy projekcji i identyfikacji umożliwiają zaspokojenie impulsów popędowych pośrednio poprzez inne osoby tym samym omijając surowe  superego.

O patologii mówimy wtedy , gdy tego typu przesunięcie charakteryzuje większość życia jednostki i jest wyraźne w większości relacji.

Np.:

Bardzo dobrze wykształcona kobieta, odczuwa nieokreślony lęk przed wejściem na rynek pracy, przedłuża okres studiowania, osiąga bardzo dobre wyniki w nauce, jednak nie potrafi uczynić z tego faktu swojego atutu na rynku pracy. Ostatecznie wycofuje się i   nie podejmuje nigdy pracy zarobkowej. Wychodzi za mąż , własne ambicje zawodowe porzuca z powodu lęku przed wejściem na rynek pracy. Własną energię angażuje w życie  zawodowe swojego męża, cieszy się sukcesami męża , pomaga mu realizować zawodowe projekty w taki sposób jakby to były jej sukcesy.

Kobieta  z powodu doznawanego lęku dokonała projekcji własnych zakazanych przez superego  impulsów popędowych ( którymi w wypadku tej pacjenki było odnoszenie sukcesów w pracy) zidentyfikowała się z chęciami  swojego męża dotyczącymi odnoszenia sukcesów w pracy zawodowej poprzez ten mechanizm uniknęła lęku pochodzącego z superego uaktywniającego się w momencie pojawienia się pragnienia wejścia na rynek pracy i spożytkowania swojego dobrego wykształcenia. Popęd został zaspokojony poprzez pośrednika.

Kolejnym przykładem jest mężczyzna , który odczuwa lęk przed wejściem w intymny kontakt z kobietami. Mężczyzna posiada przyjaciela, który uchodzi za kobieciarza. Gdy mężczyźni wychodzą razem i zapoznają się z atrakcyjną kobietą pacjent wycofuje się z rywalizacji o kobietę , która mu się podoba i zaczyna reżyserować taką sytuacje by to  kolega  a nie on zdobył podobającą się mu kobietę. Mężczyzna przeżywał swoje pragnienie posiadania kobiety jako zakazane dla siebie,  a dostępne dla przyjaciela, zidentyfikował się z  chęciami przyjaciela  i pomógł je zaspokoić czując się tak jakby sam zdobył niedostępną dla siebie kobietę. Pacjent w ten sposób rozładował impulsy popędowe i nie doświadczył lęku  surowego superego.

Opisany proces obronny służy dwom celom. Z jednej strony umożliwia jednostce przyjazne zainteresowanie zaspokojeniem cudzych popędów, a dzięki temu pośrednio i pomimo zakazu superego  realizację własnych pragnień. Z drugiej strony uwalnia zahamowaną aktywność i agresję, pierwotnie służące zaspokojeniu pragnień popędowych.

na podstawie Anna  Freud ” Ego i jego mechanizmy obronne”.

Lęk w jesieni życia

Gerontolodzy wymianiają siedem typowych dla wieku starczego zaburzeń wywołanych lękiem:  lęk przed popadnięciem w obłęd, lęk przed życiem, lęk o egzystencję, lęk przed bezradnością, lęk przed chorobą, lęk przed niekontrolowanymi zmianami, lęk przed zadaniami związanymi z rozwojem.

Powszechnym lękiem jest ten dotyczący utraty kontroli nad swoim ogranizmem i zdaniem się na pomoc innych.

Szczególnie osoby samotne odczuwają boleśnie fakt , że nie mają obok siębie nikogo bliskiego na kogo pomoc mogliby liczyć. Boją się , że nie poradzą sobie w samodzielnym życiu. Marzą o tym by do końca życia móc zatrzymać sprawność na poziomie wystarczajacym na zrobienie podstawowych porządków w mieszkaniu, zakupów i utrzymania higieny. Samotne osoby mogą na starość bać się , że nikt nie zauważy ich śmierci i mogą odczuwać lęk przed tym , że nikt nie zatroszczy się o ich godziwy pochówek. Boją się jenocześnie  myśleć o domu spokojnej starości,  wyobrażając sobie taki dom jako umieralnie, w której personel będzie czekać na ich śmierć.

Osoby posiadające rodzinę boją się natomiast  utraty kontroli nad swoim organizmem,  ponieważ nie chcą stać się ciężarem dla swoich dzieci. Z  trudem  godzą się z faktem , że już nie potrafią swoich dzieci odciążyć i dalej wspierać.  Nie potrafią przyjąć pomocy od swoich dzieci. Osobom w podeszłym wieku trudno przyjąć fakt , że ten etap wiąże się z rezygnacją i zostawieniem miejsca dla aktywności młodszego pokolenia. Ta niechęć do rezygnacji  może wiązać się  z przekonaniem , że kiedy przestaje się być człowiekiem aktywnym, przestaje się  dawać a potrzebuję się więcej brać od innych  człowiek staje  się niepotrzebny, przeszkadza   i może  zostać porzucony.

Osoby w podeszłym wieku mogą również bać się porzucenia przez swoje dzieci. Nie chcą być ciężarem , a jednocześnie chciałyby mieć przekonanie , że ich dzieci chcą się o nich zatroszczyć w tej ostatniej fazie życia. Niechęć , brak zainteresowania, mały kontakt z dziećmi mogą przeżywać jako świadczący o nie sprawdzeniu się wcześniej w roli rodzica i doświadczać wstydu przed innymi ludźmi  i złości  w stosunku do swoich dzieci.

Atmosfera okołoporodowa a obraz siebie

Każde dziecko rodzi się w odmiennych warunkach i atmosferze niż wszystkie inne dzieci. Nawet w jednej rodzinie okoliczności towarzyszące narodzinom dziecka i postaw osób z jego najbliższego otoczenia , które dominują w czasie jego wzrastania różnią się diametralnie.

Proszę sobie wyobrazić atmosferę związaną z narodzinami dziecka oczekiwanego ( co nie znaczy koniecznie planowanego) w rodzinie dobrze sytuowanej, gdzie ciąża i  poród przebiegał bez komplikacji oraz gdzie partnerzy starają się być dla siebie oparciem. Dziecko wie i  czuje , że emocje towarzyszące jego narodzinom są budujące, bezpieczne. Takie dziecko od poczęcia karmione jest szczęściem i spokojem.

Inaczej się dzieje , gdy zajście w ciąże stanowi kłopot lub poważny problem dla rodziców lub gdy okoliczności zewnętrzne związane z chorobą , śmiercią bliskiej osoby, utratą pracy, odrzuceniem przez rodzinę lub partnera , traumę trudnego porodu, złe znoszenie stanu ciąży i nieakceptowanie jej przez matkę , a nawet płeć dziecka –  inna niż ta wymarzona.

Takie trudne przeżycia związane z zapłodnieniem, ciążą i porodem mogą pozostawić piętno wpływające na atmosferę otaczającą dziecko w danej rodzinie. Bagatelizowanie wpływu przeżyć okołoporodowych oraz prenatalnych i  nie reflektowanie ich,  może mieć  wpływ na jakość relacji matki i  dziecka. Może mieć wpływ  na obraz macierzyństwa i stosunek do dziecka matki oraz poczucia kochania lub odrzucenia przez nią  u dziecka.

Dziecko pojawiające się na świecie w takiej niesprzyjającej  atmosferze lub kontekście może dla rodziców być symbolem  odczuwanego  bólu, utraty, żalu, złości, niespełnionych wyobrażeń. Trudne uczucia nie są przez matkę i ojca  akceptowane świadomie,  przez co te myśli i  uczucia zepchnięte zostają do podświadomości.Rodzic może wtedy  odczuwać dyskomfort, nieuzasadniony lęk pod wpływem , którego jej zachowania względem dziecka stają się nienaturalne, przesadne, mało empatyczne.Dziecko podświadomie odgrywa rolę przypisaną mu przez rodziców, relacje w rodzinie są zaburzone.

Nie zawsze jest to możliwe by dziecko przyszło na świat w dobrej atmosferze,mimo starań  sytuacje życiowe takie jak choroba, śmierć, problemy finansowe, kłopoty w relacjach partnerów , inne trudności czasami po prostu są. Ważna jest reflekcja nad nimi i nad tym: W jakiej atmosferze przyszło na świat moje dziecko?,Jak mogę mu pomóc w budowaniu własnej tożsamości?, W jaki sposób sami jako rodzice uporaliśmy się z uczuciami , które przeszkadzały nam cieszyć się z poczęcia?, Jakie obrazy siebie oraz dziecka przekazujemy naszemu potomstwu?

Przykładów jest wiele:

Myślę o chłopcu , który miał być wymarzoną dziewczynką : wyobrażenia matki były takie , że wychowa sobie najlepszą przyjaciółkę , sojuszniczkę , drugą siebie dla siebie, boi się , że zostanie odrzucona z męskiego świata jak chłopiec dorośnie. Ojciec natomiast pojawienie się syna wita w tej rodzinie z lękiem czy nauczy syna być mężczyzną. Jakim mężczyzną będzie ten chłopiec jeżeli jego rodzice boją się męskości?

Myślę o dziewczynce co miała być chłopcem : Ojciec jest rozczarowany, bo  przecież każdy prawdziwy mężczyzna powinien spłodzić syna, poza tym córka może wrócić do domu  z “ brzuchem”. Natomiast  matka boi się , że córka będzie miała ciężko w życiu,  bo taki jest los kobiet . Jaki los czeka tą dziewczynkę,  jeżeli przekaz rodziców jest taki , że kobieta jest mniej wartościowa, nierozumna, ma w życiu ciężko i  będzie wykorzystana?

Myślę o dzieciach z rodzin patologicznych , które od urodzenia niosą brzemię dzieci niechcianych, przeszkadzających, mało ważnych, przekonanych o tym , że na swoją ważność muszą zapracować – wielu z nich całe życie jest przekonanych o swojej nieważności , tylko garstka z nich walczy o siebie na terapii, często uważają , że nie zasługują na pomoc.

Myślę o dziewczynce , która pojawiła się na świecie,  w takim momencie życia zawodowego swojej matki , że opieka nad dzieckiem przerwała karierę matki. Dziewczynka ta żyje w przeświadczeniu , że zrujnowałą matce życie , że w związku z tym , że matka  poświęciła swoją karierę dla niej, teraz ona   musi udowadniać swoją ważność i wartość.

Myślę o chłopcu ,który całe życie słyszał o tym jak trudno było matce przejść przez ciąże. Chłopiec wiedział , że przez całe 9 miesięcy matka tak le się fizycznie czuła , że  żałowałą swojej decyzji o dziecku. Chłopiec wiedział też , że rodził się dwa dni, że matka cierpiałą tak strasznie , że nie zdecydowała się więcej na kolejne dziecko.
W dorosłym życiu,  w momencie , gdy jego partnerka zaszła w ciążę mężczyzna ten  doświadczał silnego lęku uniemożliwiającego mu cieszenie się ciążą partnerki. Bał się o zdrowie partnerki, prześladował go paniczny strach dotyczący porodu, czuł się winny temu , że on skazał partnerkę na cierpienie tak samo jak był przyczyną cierpienia swojej matki.

Przykładów obrazów niekorzystnej atmosfery towarzyszącej narodzinom dziecka można mnożyć -widać to w gabinecie podczas psychoterapii. Nikt nie pamięta swoich narodzin, to o czym opowiadają pacjenci to pewna atmosfera i przekazywana legenda.

Nie wszystkie sytuacje losowe jesteśmy w stanie wyeliminować , ale uważam , że mamy wpływ na to co mówimy naszym dzieciom – mamy wpływ też na to by traumatyczne przeżycia przepracować z terapeutą by nie musieć rozgrywać ich z naszymi dziećmi.

Życzę Państwu refleksji , zrozumienia i  przebaczenia sobie i  swoim dzieciom.

Older posts

© 2017 Dziarsko w chmury

Theme by Anders NorenUp ↑