Category: Bajki terapeutyczne

Märchenlesefest 2016 w Monachium – międzynarodowe święto legend

 

p1040436

Märchenlesefest 2016 – międzynarodowe święto legend to impreza, która odbyła się 04.12.2016r. w Monachium. Prezentowane były legendy z wielu zakątków świata min. z Polski. Polska publiczność składająca się z najmłodszych oraz ich rodziców dopisała. Frekwencja była imponująca. To bardzo budujące, że tylu rodziców przyprowadziło swoje dzieci na to wydarzenie. Oprócz bajek z odległych i mniej odległych stron dzieci poznały dwie tradycyjne polskie legendy Toruńskie pierniki oraz legendę Wars i Sawa.

W związku z moimi zainteresowaniami dotyczącymi  nauki  języka polskiego dzieci na emigracji, zaangażowałam się w projekt przybliżenia dzieciom legendy Toruńskie Pierniki. Mam nadzieję, że obecne na przedstawieniu  dzieci zapamiętają kilka faktów związanych z miastem Toruń, a pyszne toruńskie pierniki będą już od teraz  kojarzone z postacią Piekarczyka zakochanego w Rózi.

Morał tej legendy jest aktualny i dziś, a mianowicie co więcej znaczy dobre serce i pracowitość czy dobra materialne? Dzieci nie miały wątpliwości.

Fajnie, że byliście – ja bawiłam się świetnie.

PS. dobrze jest  czasem wyjść z gabinetu i zrobić coś innego.

Projekt naszej grupy prowadziła Pani Edyta Pużak – brawo!

Pozostali aktorzy: Czarek Szyszka – piekarczyk, Paweł Markuzel – król, Jolanta Stolarczyk – królowa, Marcin Miklaszewski – piekarz, Agnieszka Spiżewska – niemieckojęzyczny narrator, Agnieszka Pacyga – Łebek – Rózia, Edyta Pużak – królowa krasnoludków, Karina – dziecko królewskie.

15310446_1323276341037758_900305231_n

 

 

Będę mieć rodzeństwo

kids-250844

 

Co to znaczy, że mama jest w ciąży? Co to znaczy, że będę siostrą? Czego potrzebuje dzidziuś? To trudne pytania. Jestem dziewczynką i spróbuję to wyjaśnić. U mnie to było tak…

Cała historia z dzidziusiem  zaczęła się od tego , że mama przestała mnie nosić na rękach i  podrzucać. Wymuszałam, robiłam smutne miny, prosiłam mamę o malusieńką karuzelę, kręciołka  i nic. Mama tłumaczyła mi , że nie może mnie  podnosić ponieważ ma dzidziusia w brzuchu.

Dzidziuś w brzuchu? To znaczy , że mama go połknęła? Chciałam powiedzieć mamie , że dzidziusie nie są do jedzenia , ale przestraszyłam się , że może są i mama mnie też zje..Może to nie są żarty. Jak mama mnie  gilgocze zawsze mówi , że mnie zje….

Postanowiłam zapytać taty , o co chodzi z dzidziusiem. On nie ma żadnego dzidziusia w brzuchu i zachowuje się normalnie.Tata wytłumaczył mi ,że mama nie zjada dzieci tylko jest w ciąży. W ciąży?

Dzieje się to tak , że mama i tata kochają się. Każde z nich ma specjalne komórki , które muszą się ze sobą połączyć jak puzzle. Takie połączone komórki nazywają się zarodkiem. Zarodek rośnie , rośnie i powstaje dzidziuś. Brzuszek mamy rośnie długo i jest bardzo duży. Później dzidziuś rodzi się.  Mama  musi wtedy  iść do szpitala. Po kilku dniach dzidziuś wraz z mamą wracają do domu. Dzidziś mieszka już zawsze z nami i jest członkiem rodziny.

Mama w ciąży wyglądała tak , jakby arbuza połknęła. Czasami wkładałam  pod moją bluzkę maskotkę i naśladowałam mamę mówiąc : „ach,  jak kopie…”. Mama, patrzyła  wtedy na mnie i kiwała głową. Nie wiem czy to było dla niej śmieszne.

Tata i mama oglądali ze mną  zdjęcia z czasu jak ja mieszkałam w brzuchu. Moim zdaniem, wcale mnie nie było widać. Były czarne , troche białe.. Mama pokazywała mi , że takie białe na zdjęciu to był mój nos, oko, brzuszek. Dużo ładniejsze były  zdjęcia z okresu jak  byłam małym dzidziusiem. Leżałam na przewijaku, mama mnie karmiła piersią i cały czas nosiła na rękach,  miałam też czerwony smoczek z myszką, który zasłaniał całą moją buzię.

Cieszę się , że będę siostrą. Kiedy rodzice powiedzieli mi, że będę mieć brata byłam smutna. Wolałabym siostrę, ale nie da się już zamienić. Chociaż tyle, że bracia mają dużo aut. Można od nich je  pożyczać i wozić w nich swoje figurki  zwierząt z ZOO. Ja też się potrafię dzielić z Braciszkiem moimi zabawkami. Kiedy Brat mieszkał w brzuchu wyprałam  z mamą swoje stare maskotki i pozytywki.  Mama niepotrzebnie  schowała je do pudełka. Bo ja sobie je pożyczałam.  Po prostu bawiłam się nimi.  Braciszek się zgodził. Tata się śmiał, że do narodzin  Braciszka , każda  zabawka przejdzie przez moje ręce.

Z resztą sam tata ostrzegał mnie , że takie małe dzidziusie nie potrafią się bawić, więc po co mu zabawki?

No właśnie, a jeśli chodzi o zainteresowania takich dzidziusiów to wygląda to nieciekawie.

Takie małe dzidziusie , nie potrafią chodzić, siedzieć, mówić, jedzą cały czas to samo –  mleko. Na początku trzeba się nimi cały czas opiekować. Dzidziusie płaczą , śpią lub jedzą. Dziwne są. I to nie tylko w dzień , ale też w nocy. Trzeba im zmieniać pieluszki, ubierać w ubranka, chodzić na spacery.

Gdy dzidziuś się urodził , na początku bardzo się cieszyłam.  Chciałam go karmić, przewijać bawić się z nim. Później już było coraz gorzej . On tylko spał i płakał. Nie był zbyt ciekawy. Wszystkie ciocie i Wujkowie zamiast się ze mną bawić, zajmowali się dzidziusiem. Byłam zła i smutna. Dzidziuś wcale nie jest taki fajny.

Zaczęło mi się wydawać , że  lepiej było jak z nami nie mieszkał. Mama i tata mieli dużo czasu na zabawę ze mną. On nic nie umie robić.

Rodzice  wytłumaczyli mi , że to normalne , że się złoszcze na braciszka. To dobrze , bo bałam się , że muszę go tylko lubić.  Jak tu lubić , wtedy kiedy On wrzeszczy , a na dodatek mama jest ciągle nim zajęta. Nie ma tyle czasu dla mnie.

Muszę to zapamiętać , mogę Braciszka kochać i złościć się na niego. Mogę być zła na niego  i zazdrosna. W końcu to nie jest takie proste. Byłam tu pierwsza i miałam mamę i tatę dla siebie. Muszę się przyzwyczaić. Nie mogę się doczekać jak Braciszek będzie taki duży jak ja i będzie coś w końcu umiał. Nauczę go wszystkiego.

dla I.

Bo Ja tak chcę!!

 

 

 

little-girl-1308230

Poznajcie Michasie. Miśka mieszka wraz ze swoimi rodzicami w mieście  „ Pod wesołym tygrysem”. Miśka ma 3 lata  i chce  zostać jak dorośnie opiekunem w zoo.

lubi udawać , że pracuje  w ZOO. Opiekuje się wtedy  swoimi figurkami zwierząt dużymi i małymi. Daje im jeść, pić, kładzie je spać. Gdy jest zmęczona zabawą zajmuje  się innymi poważnymi sprawami jak skakaniem  do góry i na boki, machaniem gołymi nogami i oglądaniem  palców u stóp.

Pewnej wiosny  na Miśkowy ogródek wprowadziła się rodzina mrówek ; takich czarnych. Misia nie bała się ich, wiedziała od mamy, że mali sąsiadzi nie gryzą . Chciała  się z mrówkami zaprzyjaźnić. Dziewczynka lubiła obserwować życie małych sąsiadów. Zauważyła , że mrówki  wcale się nie bawią, tylko cały dzień  pracują, pracują i pracują…

W związku z tym postanowiła zbudować  plac zabaw dla mrówek. Wymyśliła sobie , że będzie kolorowy, zbudowany z klocków i bardzo duży.

Misia długo nad nim pracowała –  układała , przekładała, burzyła, aż w końcu powstał – prawdziwy plac zabaw dla mrówek, w którym mieściły się tunele,zjeżdżalnie, huśtawki i karuzela…

Ale co to…? Mrówki omijają plac zabaw i pracują zamiast się bawić.

– Mamo , zbudowałam piękny plac zabaw dla mrówek , ale one nie chcą tam iść…- stwierdziła rozczarowana dziewczynka.

–  Buuuu….. dlaczego one tam nie chcą iść….. – pytała.

– Mamoooo!!! Powiedz mrówkom , żeby tam poszły!!- krzyczała Misia  tonem rozkazującym.

– Misiu widzę , że bardzo się postarałaś, myśle, że to ciekawy pomysł z tym placem zabaw dla mrówek, nigdy takiego nie widziałam….nawet w bajkach… – odpowiedziała mama .

– Mrówki,  bawcie się,  to jest fajny plac zabaw…zrobiłam specjalnie dla Was-  Misia zachęcała mrówki  schylając się do nich  tak nisko, że brodą dotykała ziemi…

– Mam propozycje – powiedziała z troską mama –  zjemy teraz coś pysznego i poczekamy cierpliwie , aż mrówki same zdecydują , czy chcą czy nie chcą,  bawić się na swoim  placu zabaw.

– Ale ja chce….- marudziła Misia i próbowała wymusić na mrówkach zabawę.

– Misiu jeśli  zrobiłaś plac zabaw dla mrówek,  pozwól im z niego korzystać , tak jak one chcą i wtedy,  kiedy będą chciały – powiedziała stanowczo mama.

– Ani mrówki , ani dorośli, ani dzieci NIKT ,  nie lubi być zmuszanym do czegoś  – dodała po chwili.

– Chyba nie rozumiem mamo….- odpowiedziała zamyślona Misia.

– Dlaczego one nie chcą, przecież ja je ładnie proszę –   Misia nadal  nie rozumiała.

– To bardzo miłe , że pomyślałaś o mrówkach i zbudowałaś im plac zabaw, ale pamiętaj , że czasami nie wszystko jest tak jak Ty sobie zaplanujesz- powiedziała mama z bardzo poważną miną.

– Nie chcą się bawić? – znów spytała Misia.

– Posłuchaj córeczko, a jak ja bym ci  powiedziała , że masz ubrać żółtą bluzkę ?

– Ubiorę czerwoną!- natychmiast odpowiedziała Misia.

– A jak jesz śniadanie to  lubisz sobie sama wybrać  ze stołu coś do zjedzenia czy lubisz dostać jedną kanapkę wybraną przez mamę?

– Lubię  sama…

– Mrówki mają tak samo….  i każdy człowiek….. i zwierzątko – cierpliwie tłumaczyła mama.

Misia schyliła się do ziemi i powiedziała szeptem:

– Mrówki wcale nie musicie się bawić , ale fajny jest plac zabaw i  pa!

Uspokojona dziewczynka leniwie przeżuwała  pomidora zasłaniając oczy dłońmi.

– Mamo , ale powiedz słońcu żeby nie świeciło…- Misia znów zaczęła rozkazywać.

– Misiu ..słońce nikogo się nie słucha…tak samo jak wiatr, deszcz, śnieg..- odpowiedziała cierpliwie mama.

– Nawet mamy? – zapytała Misia

– Nie , słońce nie słucha się nawet mamy świeci,  kiedy chce i jak mocno chce– odparła mama – nie mamy wpływu na wszystko.

– Mamo , mrówki dalej się nie bawią – przypomniała sobie Misia.

– Żeby pobawić się razem , trzeba troche czasu. Teraz baw się  po swojemu.  Mrówki po jakimś czasie same zobaczą , że jesteś miłą dziewczynką i przyjdą się z Tobą bawić. Jak będziesz im rozkazywać , podbiegać do nich co chwilę , to mogą się przestraszyć i pochować we własnych domkach. Na wszystko trzeba czasu.. pobaw się tu obok. Mrówki zobaczą kim jesteś i co robisz,  przestaną się bać…- mama tłumaczyła i tłumaczyła.

– Mamooo no chodź i zobacz i zgaś słońce,  bo mróówwwki przyszły na plac zabaw!!!!

Hania samosia

Jak trudno żyć w tym bałaganie, wie tylko Hanna. Hanna jest perfekcjonistką, która uważa , że tylko ona potrafi doprowadzić skomplikowane i drobne sprawy do radosnego finału. Hanna niejednokrotnie przekonała się o tym jacy są ludzie. Dziś wie , że ludzie są nieodpowiedzialni, niesłowni , nieuczciwi, niepunktualni, niepoważni.
Hanna nie ufa nikomu – to jej fundamentalna zasada . Hanna jest głęboko przekonana o tym , że przyjaźń, miłość , radość istnieją tylko w bajkach. Hanna śmieje się z takich naiwniaków , którzy głośno marzą, mają wiarę w siebie i innych, zwierzają się innym osobom, płaczą nad utopioną w soku pszczołą. Hanna spogląda na takie osoby z wyższością kogoś kto wie lepiej. Hanna wie , że i tak upadną i się mocno obiją o te swoje marzenia i plany – życie wyśmiewa wszystko co jest wypowiedziane głośno. Hanna już od dawna nie marzy – licho nie śpi. Hanna nikomu nie ufa , nigdy się nie zwierza, nigdy głośno nie marzy przez co jest bezpieczna. Takie ma zasady. Od zasad nie ma odwołania. Nigdy i dla nikogo.
Z resztą po co miałaby stać się elastyczną i takie rzeczy robić … Hanna nikogo nie potrzebuje. Do jej idealnego świata nikt nie pasuje , zawsze znajdzie się jakiś feler: nikt tak jak ona nie potrafi zaplanować, posprzątać, ugotować, opiekować się dzieckiem, opiekować się mężem, opiekować się rybką, napisać raportu, pracować, dzwonić, pachnieć, wyglądać , uczyć się. Hanna nie popełnia gaf i błędów. Niby wszystko jest dla ludzi ale….. nie Hanna.
Hanna zawsze jest przygotowana na wszelkie okazje, by nie dopuścić do sytuacji , że zdana byłaby na cudzą pomoc. To by było takie poniżające. Hanna zawsze ma drobne w kieszeni, nić i igłę, naładowany telefon, plastry w torebce, pełny bak benzyny, ciasto w spiżarni na wypadek gości. Ciasto Hanna piecze raz w tygodniu ( oczywiście w niedziele po mszy ) …mmmmmm… takie jest pyszne i domowe. Hanna nigdy nie podaje gościom badziewia kupionego w sklepie. Zapadłaby się ze wstydu pod ziemię. Hanna myśli złośliwie o takich, którzy poczęstowali ją takim badziewiem leniach. Z grzeczności musiała skosztować , później odchorowała. Hanna nie lubi odwiedzać innych. Następnym razem podziękuje grzecznie, albo przyniesie swoje ciasto.
„Najgorsze jest to , że z ludźmi trzeba się mieć cały czas na baczności” – myśli Hanna powoli zjadając swoje pyszne ciasto znów sama.

Bajki terapeutyczne – umiejętność słuchania drugiej osoby.

Słucham Cię uważnie przyjacielu.

Sasza postanowił udać się na spacer. Nie zraził go fakt , że od rana deszcz lał jak z cebra. Sasza jest psem, który  lubi ciepły wiosenny deszcz,  ponieważ może wtedy skakać w kaloszach po kałużach i wyciągać łapki ku niebu myjąc je dokładnie jak pod prysznicem. Czasami jak  jego mama nie widzi,  Sasza z całej siły wyciągając  język do przodu łapie  świeże krople deszczu do pyszczka i połyka je.  Mama powiedziała kiedyś  Saszy , że wiosenny deszcz jest potrzebny wszystkim roślinom  na świecie. Kwiaty, drzewa, zielona trawa – wszystkie rośliny są spragnione  deszczu, podlewane przez deszcz  rosną.  Mama śmiała się z Saszy , gdy zapytał czy jak podleje go deszcz to też urośnie. Mama zawsze śmieje się w nieodpowiednim momencie…Sasza zauważył , że   jak wraca mokry z deszczowego spaceru zawsze  jest trochę wyższy i doroślejszy. Nie mówi o tym mamie , ale wie to na pewno!

Spacerując samotnie po lesie w zielonej pelerynie i żółtych kaloszach  Sasza wskakiwał do każdej napotkanej na ścieżce kałuży, merdał z radości puchatym ogonem i  szczekał  sobie do rytmu „ cza cza ” . Nagle  zauważył w oddali swojego kolegę z kasy  rudego  kota Rudolfa. Rudolf wyglądał na zasmuconego. Zdziwiło  go to  ponieważ dziś w szkole Rudolf otrzymał pochwałę od Pani nauczycielki za bardzo dobre wyniki w nauce.

– Cześć Rudolf  – zagadał Sasza –  wydaje mi się , że jesteś smutny, coś ci się przytrafiło niemiłego?

– Mhmm – odpowiedział Rudolf nie patrząc na przyjaciela – nic mi nie jest …poza tym nikogo nie obchodzi co u mnie …i  tak mnie nikt nie słucha.

– Przykro mi to słyszeć Rudolfie – odpowiedział Sasza – mnie bardzo interesuje co u ciebie słychać, chciałbym cię wysłuchać bo jesteś moim przyjacielem.

Tata tłumaczył Saszy , że słuchać trzeba tak , żeby twój przyjaciel wiedział o tym , że bardzo cię interesuje przedstawiana historia. Tata mówił Saszy również , że poczucie , że jest się  słuchanym przez przyjaciela  znaczy  więcej niż pocieszanie i udzielanie rad.

Sasza usiadł naprzeciw swojego przyjaciela i spojrzał w jego oczy by pokazać Rudolfowi , że jest gotowy na wysłuchanie go. Rudolf rozpoczął opowieść.

– Jest mi przykro ponieważ czuję się tak , jakby moich rodziców nie obchodziło to , że Pani w szkole mnie pochwaliła . Po powrocie ze szkoły kilka razy chciałem się tym pochwalić , ale rodzice zawsze byli zajęci i odpowiadai mi „ dobrze, dobrze synku…” albo „ siadaj do obiadu zaraz nam wszytsko opowiesz” lub „ Rudolf daj spokój jestem zmęczony”.

– Emm – Sasza od czasu do czasu przytakiwał głową słuchając opowieści Rudofa – nadal patrzył na przyjaciela , siedział spokojnie nie rozglądał się na boki, żeby Rudof wiedział , że jest słuchany przez Sasze.

– Dlatego jest mi smutno…. dziękuję , że mnie wysłuchałeś – zakończył swoją opowieść Rudolf.

– Dziękuję , że mi zaufałeś, zawsze chętnie cię wysłucham– odpowiedział Sasza – jak chcesz rozwiązać swój kłopot z rodzicami? – spytał

– Wiesz , nie jest mi już smutno , wrócę do domu i  spytam rodziców czy  usiądą ze mną chwilę bo chciałbym im powiedzieć coś ważnego, jestem pewien , że tym razem zachowają się tak jak ty i wysłuchają mnie od początku do końca , nie przerywając mi , patrząc na mnie i okazując poprzez skinienie głowy , że mnie słuchają.

Sasza wracając do domu myślał sobie o tym , że słuchanie jest bardzo ważne – każdy kto chce być przyjacielem musi się każdego dnia uczyć słuchać drugiego człowieka. To jest bardzo łatwe i bardzo trudne. Spróbujesz?

Bajki terapeutyczne – Wstęp

Piesek Sasza jest białym, kudłatym zwierzątkiem ma różowy nosek i bardzo duże szpiczaste uszka. Sasza jest pieskiem, który  cały czas się uśmiecha i macha z radością swoim puchatym ogonkiem. Sasza mieszka wraz ze swoją mamą i tatą w białym domku w kształcie kości w mieście, które nazywa się Wesoła Mordka. Domek Saszy nie jest ani duży ani mały. Sasza ma tam swój pokoik,  w którym znajdują się niesamowite zabawki – kolorowe piłki, gumowe myszki, kolorowe tunele i tajemnicze dziuple.

Ulubioną zabawą Saszy jest trącanie nosem piłki,  kiedy wraz z kolegami – myszkami, kotkami, królikami bawi się w piłkę noskową.   Piłka noskowa to bardzo popularna gra małych zwierzątek polegająca  na podawaniu noskiem piłki kolegom z jednej drużyny i strzelanie nosogoli drużynie przeciwnej. Po dwóch stronach boiska ustawione są  długie i wysoki  bramki. Ponieważ bramki  są takie wysokie bramkarzami są  króliczki , wszyscy wiedzą , że one potrafią bardzo wysoko skakać i są bardzo zwinne.

Sasza bardzo kocha swoich rodziców  – uwielbia gdy mama drapie go po uszku i jak mu czyta bajki o dzielnych bohaterach gdy zasypia.   Sasza codziennie  marzy  przed snem  , że  jest wielkim bohaterem. Wyobraża sobie  wtedy , ze wszyscy koledzy czyli i  myszki i kotki i króliczki bardzo go lubią i zazdroszczą mu , że jest takim wielkim bohaterem.  Sasza jest pewien tego , że jak będzie już dużym psem uratuje  przed smokiem  piękną  księżniczkę. Sasza na razie nie chciałby spotkać na spacerze smoka bo jeszcze jest mały i nie ma tyle siły, żeby uratować piękną księżniczkę.

Sasza  bardzo lubi dzieci dlatego , że one są weselsze niż dorośli – głośno się śmieją i prawie zawsze mówią prawdę. Saszka uwielbia dzieci również dlatego , że   one  głaskają go po brzuszku i bawią się z nim w chowanego. Sasza  jest szczęśliwym pieskiem i chciałby by każde dziecko i każde małe zwierzątko również było  takie szczęśliwe. Saszka myśli , że szczęście to jest wtedy gdy się jest kochanym, ma się kolegów i koleżanki, zje się pyszny obiad i wesoło spędzi czas.

Świat jest bardzo skomplikowany, czasami małe zwierzątka i dzieci nie rozumieją dlaczego dorośli na nich krzyczą lub koledzy się nich obrażają. W takich sytuacjach małe zwierzątka i dzieci czują się  samotne, niesprawiedliwie oceniane przez innych  i jest im  przykro albo czują złość. Dzieci i małe zwierzątka nie zawsze potrafią się zachować w takich trudnych sytuacjach i wtedy często brzydko się zachowują, biją się, krzyczą, przeklinają. Nikt ich nie rozumie, a im po prostu jest smutno.

O tym Saszka dowiedział się  od swojej mamy. Saszka był  bardzo przejęty odpowiedzią mamy, ciągle myślał o tych  wszystkich smutnych dzieciach i smutnych małych zwierzątkach. Piesek myślał o nich tak długo i intensywnie , że cichutko zapłakał. Działo się to w małym , białym domku w kształcie kości. Zasypiając Saszka postanowił pomoc tym wszystkim dzieciom i małym zwierzątkom. Wyobraził sobie , że będzie szukał zasmuconych dzieci, a kiedy je odnajdzie to położy  się obok ich nożek na czymś miękkim i puchatym. A gdy już sobie będą tak leżeć wygodnie Saszka  będzie opowiadał bajki.

Zasypiając w swoim  łóżku Sasza  okryty cieplutką kołderką wspominał swoje przygody, nie mogąc  się doczekać , kiedy opowie je Tobie.

Gdy jesteś smutny  i myślisz , że nikt Cię nie rozumie piesek Sasza chciałby Cię pocieszyć  tak jak pociesza się najlepszego przyjaciela. Drogie dzieci chcecie posłuchać o przygodach pieska Saszy?? No to słuchajcie… Dawno , dawno temu w mieście Wesoła Mordka…..

© 2017 Dziarsko w chmury

Theme by Anders NorenUp ↑